Zawsze wydawało mi się, że dużo czytałam (choć w ostatnich 15 latach miałam spore przerwy w tym zajęciu). Kiedy jednak zaczęłam sobie przypominać przynajmniej niektóre tytuły przeczytanych książek, doliczyłam się około 300. Jeśli doliczyć się tych, których nie pamiętam plus cieniutkie książeczki dla dzieci, to można tę liczbę podwoić. A i jeszcze pytanie: czy podręczniki też liczyć? Jeśli tak, dodajmy kolejne 70... Zrobiło mi się głupio. Zwłaszcza, jak zaczęłam czytać przechwałki ludzi, którzy utrzymują, że czytują ponad 100 książek rocznie i to nie z doskoku, tylko rok w rok.
Licząc 100 książek rocznie ( +- dwie na tydzień), trzeba by 10 lat, aby przeczytać ich 1000. Trzeba się też zastanowić, czy mamy do czynienia z tytułami, czy z książkami jako pojedynczymi tomami, bo np. Potop w wydaniu, które posiadałam, miał 3 tomy, a Ogniem i mieczem - 2. Czyli przeczytałam 2 książki, czy 5?
Tak, czy owak, nie zawsze da się przeczytać100 książek rocznie, bo jednak ludzie pracują, zajmują się rodziną i miewają jeszcze inne hobby. Nawet na emeryturze nie zawsze da się aż tyle czytać.
Czytając, z nikim się nie ścigam. Chciałabym jednak przeczytać choć raz minimum 52 książki w roku kalendarzowym.


No comments:
Post a Comment